To mają w końcu te Cichopki ten kryzys, czy nie? Bo mi to spać nie daje.

Ja na przykład mam, nieustający i też mogłabym o tym pewnie w wiwie poopowiadać za drobną opłatą, aczkolwiek czegoś mi brak, jakiegoś imperatywu, któren kazałby mi ściagać majty przed szerokim gremium.

W ogóle mam problem z majtami. Tzn mam i nie mam, bo gdy idzie o obnażanie pulardziej cielesności na plaży naturystów to włala, ale kiedy mam sobie szukać nowego gina, to nie wiem, komu zawierzyć kwiat mego sekretu. Nie żeby zaraz oswojony doktor – nie taki stary w końcu – zgasł. Nic z tych rzeczy. Po prostu dzwonię nie dalej jak wczoraj do jego niepublicznego zakładu i zapytuję o randewu. Pani recepcjonistka na to, czy mam życzenie, aby była to wizyta prywatna u doktora Jekyll’a czy refundowana u mistera Hyde’a. Ja na to jak najchętniej, że niech enefzet, mon amour, zrewaloryzuje Hyde’owi, w końcu na szto ja jewo haduju? Prasz – mówi pani – pjentnasty listopada godzina pjąta minut trzydzieści.
Hell yeah!
Zatem albo pacjentko stówę kładź na stół, albo giń od ataku rzęsistka,
chlamydii, kłykciny kończystej, cysty, nowotwora – niepotrzebne
skreślić. I to jest rzecz znowu nowa – dotychczas okres oczekiwania na
wizytę wynosił od miesiąca do dwóch. Obecnie należy się uzbroić w
półroczną cierpliwość. A gdybym była w trzecim miesiącu ciąży, to co? To
się w ogóle nie zobaczymy? Swoją drogą niezwykłą jest ta przemiana, jaką oschły i nieprzystępny Hyde przechodzi pod wpływem ogrzania walorem – przyjąwszy sto złotych zamienia się w osobę cierpliwą i skłonną nawet do cienia usmiechu.

Też to mam. To jezujaksięciesze.

I z panią adwokat zadzieżgłam wczoraj rozmowę w piaskownicy.
Pani mecenas charakteryzuje się mężem adwokatem, kancelarią adwokacką, gigantycznym białym BMW i torebką z młodego krokodyla czy innej gadziny w łuskę.
I gdy tak sobie ćwierkałyśmy na placu zabaw o plusach i minusach wakacyjnych dyżurów przedszkoli miejskich, pani mecenas wyraziła ubolewanie nad faktem, iż w zeszłym sezonie jej syn uczęszczał do placówki w ciągu miesiąca tylko przez dni sześć, skutkiem czego była ona stratna finansowo (tak na oko jakieś 70 złotych). Zastanawiam się, czy jej żal nad utraconą bezpowrotnie kwotą był autentyczny, czy też pragnęła przez chwilę podzielić plebejski ciężar niedomogi finansowej i widma mopsu, ażeby znaleźć jakiś wspólny temat do narzekań z kobieciną z ludu. Nie wiem, ale mi jakoś nie licuje żal nad siedmioma dychami z powagą urzędu i z pojemnością silnika. Ale może się nie znam. Może morał z tego jest inny – oszczędzają bogaci i nam też się opłaci.

I tego się trzymając – idę.

 

12 Responses to money, money, money, must be funny in the rich man’s world

  1. karmell pisze:

    normalnie „ajlowiu”. Za kazdym razem, gdy Cie czytam dochodze do wniosku, ze nie ma sensu, zebym pisala bloga, bo tu juz jest wszystko co chce powiedziec:) Pozdrawiam! Ide, bo rosól mi sie przypala.

  2. Żona niczyja pisze:

    Czy Ty się w końcu zdecydujesz na ślub ze mną?może być konkubinat,albo możemy ze sobą chodzić,ostatecznie:-)

  3. malwi pisze:

    oj tam oj tam, a moglabys zamiast pisac na ten przyklad golonkowy gulasz: http://ewa-wkuchni.blogspot.com/2012/06/golonkowy-gulasz.html
    i rodzina by zyskala, i moze dohtora byś udobróchała kawałem golony na makaronie:D

  4. Ewa pisze:

    A może „oni” są bogaci, bo oszczędzają? ;)))

  5. aguti pisze:

    Albo zwariujesz od tych „ajlowju” albo założysz harem nałożnic. Bo i ja sie dołączam (albo dałanczam, skoro o kobiecie z ludu mowa).
    A tak a propos: mam koleżankę, która chciała mi kiedyś sprzedac swoją używaną kieckę za grube pieniądze. I w ogóle handryczyła się z każdym o najdrobniejsze parę groszy. Ale kasę ma. I może własnie dlatego. I może własnie dlatego ja nie mam, bo tak nie umiem ;)

  6. 1 | one-is-enough.com pisze:

    Problem biednych, przepraszam, ludu jest taki, że im się wydaje, iż bogaty narzekać na startność nie może, bo przecież jest bogaty, a tymczasem jest m.in. i prawdopodobnioe bogaty dlatego, że nie stać go na szastanie pieniążkiem, jakikolwiek ten pieniążek by nie był.

    Ot, jak się dba to się ma. A czy przesadnie bardziej lub mniej to już inna kwestia.

  7. galka pisze:

    No bo kasę można trwonić, albo inwestować. Wydając 700 PLN na torebkę, pani z krokodylem może uważać, że dobrze zainwestowała w swój wizerunek. A co zrobić ze stratą całych 7 dych? Można ją wykorzystać, by uzyskać poczucie akceptacji i współczucia od innej osoby… która spozycjonowała się w mniemaniu ww. przynajmniej oczko niżej… ale zdziwiłaby się gdyby mogła przeczytać Twoją notkę…Czy ja jestem cyniczna?

  8. bazyl3 pisze:

    Zwyczajowy, w przypadku czytania Twoich tekstów, rolingondeflor sponiewierał mnie był po podłodze. Dziękuję za śmiech z głębi trzewi, ostatnio rzadko u mnie goszczący :)

  9. dr Jot pisze:

    nie wiem jak dupa Cichopek, ale ona ma pewnie kryzys permanentny, bo się musi miziać z Mroczkiem

  10. aboonato pisze:

    Ja takze skladam propozycje zwiazku – czytam twojego bloga od roku przeszlo i jakos tak sie wstydzilam z propozycja wyskoczyc ale czemu by nie. Moje zalety to 1 – jestem lesbijka (czyli wiem co i jak i nie odejde w sina dal z domneimanym ksieciem z bajki :P), 2 kocham dzieci w kazdym wieku i mam wyksztalcenie nauczycielskie :P, 3 charakter i mozg meski oraz 4 potrafie i lubie gotowac oraz piec ;) I w sumie wszyscy chwala ze smaczne :P

  11. Iza pisze:

    Tomek Cruise się rozstaje a Ty jeszcze nic o tym nie napisałaś!
    Co za karygodne zaniedbanie w czytaniu Pudelka!:-)

  12. Evitaa pisze:

    Jestem tu pierwszy raz, ale się tak uśmiałam straszliwie, że wpadnę znów ;).

Odpowiedz na „dr JotAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS